piątek, 17 lipca 2015

szybciorek! :)

Czesc kotki!


Obiecałam makijaż, więc oto i on.

Buzia, brwi, konturowanie- to wszystko zrobiłam standardowo. 

A co z okiem?

Otóż będzie nam do tego potrzeba wieeeelu produktów. ( och, ironio! ;)

* Żelowy eyeliner lub czarna, miękka i mocno napigmentowana kredka
* Cień w kolorze jasnego/kakaowego brązu
* Biała/cielista kredka na linię wodną.
* Ciemnobrązowy/czarny cień do pogłębienia koloru.

O tuszu do rzęs też powinnam wspomnieć? ;)
Ach, tak...

Zaczynamy! :)


1. Żelowy eyeliner rozprowadź wzdłuż linii rzęs. Nie musisz robić tego dokładnie i równo- za chwilę wszystko będziemy rozcierać. :)
Możesz w tym clu wykorzystać równiez czarną kredkę- pamiętaj jednak, żeby była miękka i mocno napigmentowana.
Kreskę malujemy na wpół-otwartym oczku, patrząc przed siebie. Unosimy i pogrubiamy ją delikatnie w kąciku- to świetny trick, który pozwoli zamaskować nam nasze smutne spojrzenie, czy opadającą powiekę



2. Zwykłą pacynką do cieni, albo płaskim, języczkowym pędzelkiem- rozcieramy naszą kreskę w literkę V. 




3. Na całość nanosimy nasz brązowy cień. Dalej nie musimy być super dokładne. Staramy się delikatnie rozetrzeć cień do góry.



4. Bierzemy się za nasz ciemny cień i dokładamy go w kąciku oka- rozcierając na załamanie, troszkę powyżej niego i dalej trzymamy się kształtu literki V- nie ciągnąc cienia w dół, tylko w górę.



5. Rozcieramy aż do momentu, w którym uznamy, że zrobiło nam się z tego ładne, gradientowe oczko. W wewnętrzny kącik oraz na linię wodną dodałam białej kredki- wybrałam nowość z My Secret- jestem w fazie testów, bo z Natury WYCOFANO MI MOJĄ UKOCHANĄ KREDKĘ Z ESSENCE!!!!!! (musiałam się pożalić) (Naturo- WHY?!)
Ta spisuje się całkiem nieźle.
Rzęsy wytuszowałam, dokleiłam Demi, ogarnęłam brwi (henny już dawno nie robiłam... ;) i voilà!

Dolną powiekę pozostawiłam nieruszoną- całą uwagę ma przyciągać górna. Ma być wyciągnięta do góry i ładnie wymodelowana.

Szczerze powiem, że jest to makijaz dla leniuszków i grzech będzie, jak nie będziecie probowały, bo wygląda uroczo i dodaje spojrzeniu szczyptę magii! :)





Buziaki!

Patrycja.





sobota, 11 lipca 2015

Paznokcie na wysoki połysk!

Cześć koty! :)


Dziś zajmiemy się sprawą pazurków.

O paznokciach pisać nie lubię, gdyż nie jest to mój konik. Średnio idzie mi nadawanie im ładnego kształtu, czy malowanie ( o zgrozo- dobrze, że istnieją patyczki do uszu i zmywacz, co by pozbyć się efektu "rozlanego paznokcia" ;), za to mojej siostrze idzie to rewelacyjnie! (ale ja ładniej maluję... ;)

Tym bardziej zainteresował mnie owiany sławą top coat - tam tara raaaam- główny bohater dzisiejszej opowieści- Seche Vite. :) Ładna nazwa, działanie jeszcze ładniejsze!

Otóż rzeczony top coat według producenta ma przyspieszać wysychanie - nawet najbardziej rebelianckiego - lakieru, nadawać połysk i sprawić, że malowidła utrzymają się nam na paznokciach dłużej, niż bez niego.

Czy producent ściemnia?
Nie!!!


* Po nałożeniu go na mokry lakier- musimy dać mu spokój na jakieś 3-4 minuty.

(Pod tym względem o wiele lepiej spisywał mi się top coat z Golden Rose- było go natomiast dużo mniej w buteleczce, oraz bardzo szybko mi zgęstniał, co praktycznie uniemożliwiło mi korzystanie z niego. Mówimy tu oczywiście o przynajmniej dwóch warstwach lakieru. Wiadomo, że jedna, cienka warstwa świeżo otwartego lakieru- wysycha nam w tym tempie bez żadnych "sterydów". Stan taki trwa jednak zazwyczaj zbyt krótko, żeby można się nim było nacieszyć. ;)

* Po 3-4 minutach Seche Vite zasycha tworząc na paznokciu gładką, lśniącą i jakby żelową warstwę. Paznokcie wyglądają przepięknie, jak co najmniej hybrydki. ;)

* I najlepsze. Po pomalowaniu ich tym top coatem- lakier powinien wytrzymać na paznokciach co najmniej tydzień- bez odprysków.

Nie wiem, jak u Was- u mnie natomiast wyglądało to tak, że po malowaniu bez używania takich magicznych specyfików na wierzch- lakier już na drugi dzień pryskał mi z płytki i wyglądało to okropnie nieestetycznie. A że pracuję czasami dwa dni pod rząd w zmianach 12-sto godzinnych- a co najmniej 17 mam wyłączone wtedy z życiorysu- nie miałam czasu na codzienne ich domalowywanie. Zresztą. Co to za przyjemność- szpachlować paznokcie codziennie, na wariata, martwiąc się o powstanie nieestetycznych odcisków na nich- przecież muszą jeszcze wyschnąć?

Po użyciu Seche- lakier trzyma mi się na paznokciach co najmniej tydzień. Zmywam i maluję tylko dlatego, że jak mam chwilę dla siebie- lubię urządzić sobie mały salon kosmetyczny w domu. Ot taka babska zachcianka. ;)


Cena?
Ostatnio dorwałam w SuperPharmie za 15 zł. :)

Pojemność?
14 ml. Duża butla. ;)

Minusy?
Brak. Noooo, może zaaapach... :) (wiem, że lakierowate nie pachną nigdy fiołkami, ale ten śmierdzi wybitnie- jak stacja benzynowa późną porą. ;)


Miałyście? Macie? Będziecie testować? :)

Czekam na Wasze opinie!

Buziaki!

P.