To mój pierwszy post tego typu, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Jeżeli tak będzie- będę robić takie co jakiś czas. :)
Mam Wam dziś do przedstawienia ulubieńców ostatniego roku. Nie jest ich wprawdzie dużo- jak się już do czegoś przekonam, to stosuję to namiętnie- ale coś tam wyskrobiemy. I mam nadzieję, iż coś tam dla siebie podpatrzycie. :)
(weźcie ze soba herbatę, mogę trochę zająć Wam czasu... ;)
Zaczniemy od pielęgnacji.
* Odżywka do włosów Nivea Long Repair.
O niej pisałam oddzielną recenzję, więc nie chcę się powtarzać, w każdym razie jest, jak jest. To właśnie po nią sięgałam najczęściej, kiedy chciałam mieć piękne i lejące się włoski. :) Polecam szczególnie tym z Was, które mają problem ze sztywnymi i nieukładającymi się włosami. :)
* Maska do włosów Kallos z proteinami mleka.
Tego też używam jako odżywki, rzadko kiedy jako prawdziwej maski. Wiem, że opinie na temat tego produktu są podzielone- mi on bardzo odpowiada, choć nie mogę go używać jakoś specjalnie długo. ;) Raz na jakiś czas muszę odstawić. Sądzę, że winne temu są zawarte w tym cudeńku proteiny mleka, które przeproteinowują fryz. Kosztuje około 12-13 zł + wysyłka (można znaleźć na przykład na www.paatal.pl ) a jest jej... aż litr! Chociaż na moje włosy wystarcza mi na około miesiąc (tak, zawsze nakładam jej tyle, że aż spływa mi z włosów... ;), to i tak polecam ją z czystym sercem. Włosy sa miękkie, lejące i.. pachnące jak diabli! Produkt ten pachnie bowiem jak ciastko kokosowe z mlekiem. Pyyyyyycha! I uwaga. Zapach utrzymuje się na włosach na pewno przez cały dzień. ;) Warte wypróbowania.
* Szampon do włosów Babydream
O nim nie będę się również zbytnio rozpisywać, ponieważ świat blogosfery pisał o nim już sto lat temu i to bardzo, ale to bardzo obficie. Fakt jest jeden. Od kiedy przerzuciłam się na dziecięcy szampon, który nie zawiera SLS, SLES i parabenów- moje włosy zaczęły rosnąć. I jak zawsze miałam jedną długość (uważałam, że nie rosną, a tak na serio, to kruszyły się na potęgę...;), tak teraz widzę odrost i widzę zmianę długości włosów. Myślę, że do czupryny za pas już bliżej, niż dalej. ;) Oczywiście włosy muszą przyzwyczaić się do odstawienia zapychaczy (nie musimy z nich rezygnować tak w ogóle, forewer- jak widzicie wyżej- ja uwielbiam odżywki, które zawierają silikony, ale do skóry głowy ich nie chcę!) i na początku może wydawać się nam, że są szorstkie i nie do życia- dajmy temu czas. Kosztuje 4-5 zł, słabo się pieni, ale pachnie dzidzią i działa cuda. :)
* Masło do ciała Farmona - Tutti Frutti- Jeżyna + Malina.
Właściwości pielęgnacyjne praktycznie żadne, ale ZAPACH!!! Cudo! Mamba malinowa z kapką jeżyny, pachnie na mnie nieznośnie długo, ale za to je uwielbiam. :)
* Rexona Maximum protection.
Ten skarb znalazłam kiedyś w jakimś Shinyboxie. Nie pachnie jakoś powalająco, ale to, co dla mnie zrobił przewyższa walory zapachowe, z pewnością. :) Używałam go przez około... 3-4 miesiące? I od tej pory nie mam problemu z przykrym zapachem, nawet jeżeli sytuacja wymusi na mnie lawinę wilgoci pod pachą. ;) Wiem, że nie brzmi to zachęcająco, ale warto spróbować. Dodam, iż byłam wtedy po próbach etiaxilowych, ziajablokerowych i tak dalej. Wybrałam ten. Na okres letni znowu będzie trzeba się w niego zaopatrzyć. I wiem, że najlepiej działa własnie wersja niebieska. :)
* Serum do włosów Green Pharmacy.
Nie ma co dużo gadać. Tanie i świetne serum do włosów. Nie ma w sobie jedwabiu i nie działa do końca jak jedwab, choć jedwabiem się zwie. :) Skład ma piękny, zapach przyjemny, nie obciąża włosów (co dla mnie jest baaaardzo ważne) choćbyśmy nałożyły go na włosy tonę. :) Kosztuje coś około 10 zł, dostępne w Rossmannie. :)
* Plastry do depilacji twarzy Sensual - Joanna.
Wprawdzie nie mam problemów z wąsikiem ,bo go nie mam, ale mam za to hopla na punkcie idealnych brwi. Nie lubię bawić sie z pęsetą- to długotrwałe cierpienie :D - ale plastry spisują się rewelacyjnie. Zrywają każdy meszek z okolic brwi, wosk ładnie usuwa się oliwką dołączoną do zestawu, jest ekstra. Trzeba tylko uważać, jak się to ustrojstwo klei, żeby nie wyrwało nam włosków, które chcemy zostawić. :) ale o tym jak to robię- może kiedyś napiszę. :)
Z pielęgnacji to by było na tyle, jeżeli chodzi o drogeryjne sprawy. Przejdziemy więc do kolorówki. :)
* Podkład Revlon Colorstay cera tłusta i mieszana, odcień 150 Buff.
Jako iż podkład ten jest dla naszej skóry okropnym, zastygającym ciężarem, to jak idę gdzieś na cały dzień i chcę mieć pewność, że nic mi się na twarzy nie poruszy- mąka + colorstay i nawet nie drgnie. Nie wiem, dlaczego, ale tak jest. Nie używam go codziennie, a jeżeli już to na okolice strefy T, ale i tak kocham go nad życie. (opakowanie mogłoby posiadać pompkę. Ale ok, nie narzekajmy... :)
* L'Oreal True Match Super Blendable- N1.
Mniej trwały, niż poprzednik, ale za to dobrze kryjący, mniej zapychający, nie oksyduje na skórze i nie robi się pomarańczowy, duża gama kolorystyczna. Niczego więcej nie chcę. :)
* Kredka do brwi Catrice Eye Brow Stylist. (020)
Używam ich nagminnie od długieeego czasu. Jest twarda, nie spływa z twarzy, naturalnie wypełnia luki między brwiami, jest tania! Mój must have!
* Żel do brwi MIYO
Tani, naturalny, dobrze wyczesuje nadmiar produktu, dobrze utrwala brwi, ale nie jest też klejem superglue, ktory przykleja brwi do skóry na zawsze. Wciąż podążają za mimiką twarzy. ;)
* Makeup Revolution, Iconic 3.
Nie używam tej paletki długo, ale używam bardzo namiętnie. Do dziennego makijażu- idealna! Cienie dobrze napigmentowane, nie zbiegają z oka, przy dobrej bazie nie zbierają się w załamaniu i nie znikają. Czego chcieć więcej za taką cenę? :)
* Catrice Kamuflaż w kremie.
Cudowny produkt. Jeżeli Catrice zadecyduje się go wycofać, to osobiście idę na pikietę, albo kamikaze do siedziby. ;) Niezwykle kryjący, kremowy korektor. Na punktowe niespodzianki niezastąpiony!!!
( nie radzę kłaść pod oczy, ciężkawy)
* Kredka Essence Big Bright Eyes (nude)
Mój absolutny faworyt. Zawsze, jak jestem przy szafie Essence w naturze- biorę jedną zapasową, bo boję się, że to limitowanka i zniknie! :( Piękna kredka w kolorze mlecznego różu, idealnie nadaje się na linię wodną, gdy chcemy rozjaśnić spojrzenie, w kąciki oczu, czy- moje ulubione zastosowanie- pod łuk brwiowy w celu wyczyszczenia i rozjaśnienia go. Kosztuje śmieszny pieniądz, jak na taką jakość. Jest mięciutka, idealnie się rozciera, nie sprawia problemów przy aplikacji. Ideał!
* Skrobia ziemniaczana.
Tak, tak. Już o tym pisałam. I zdania nie zmieniam. ;) I D E A L N Y puder!
* Inglot - Pędzel do rozcierania cieni, nr 19P
Sprawa jest prosta. Od kiedy go mam- blendowanie cieni to sama przyjemność. Nadaję chmurkę koloru, mało precyzyjny i raczej nie w samo sałamanie- brak szpica. Ale uwielbiam go.
I cóż... dobrnęliśmy do końca. :) Co prawda znalazłoby się jeszcze kilka produktów, ale nie byliby to ulubieńcy roku, a tygodni, czy miesięcy. A chciałabym dłużej potestować, zanim coś Wam polecę. :)
A Wy? Czego najczęściej używałyście w minionym roku? :)
Podzielcie się tym ze mną w komentarzach. :)
Buziaki, Patrycja.



























