środa, 21 października 2015

Gnijąca Panna Młoda.

Cześć kochane! :)

Dziś dla Was post z obrzydliwym makijażem na zbliżające się Halloween. :)
Jest to mój pierwszy makijaż tego typu- i chociaż miałam sporo funu bawiąc się w ten sposób- widać, że nie jest to jeszcze sprawa dobrze przeze mnie opanowana. ;) Ale wizażystką też nie jestem, a maluję, więc- czemu nie? :)
Parę ważnych kroków zapomniałam udokumentować w postaci zdjęć, więc wybaczcie, Ale wszystko dokładnie opiszę.


Czego potrzebujemy?
* Płynny lateks, albo klej do rzęs. Ja akurat mam moje DUO, więc posłużyłam się nim. Ale widziałam, że nawet w Piotrze i Pawle dostaniemy płynny lateks do charakteryzacji. ;)
* Cienie. No właśnie Bo i cieniujemy cieniem, i cień jest naszym brązerem przy takiej- zdrowiutkiej, zieloniutkiej skórce, i cień wkruszamy do podkładu, żeby taki kolor otrzymać. Cienie. W naszym strasznym looku przyda się bordo, brudna zieleń/szara zieleń, szarości, czernie, kapka fioletu.
* Krew. Krrrrrrrreee-e-e-e-e-e-eeeew. No oczywiście taka sztuczna. :) ja użyłam tintu z Bell, którego nieznoszę, a ma fajną płynną konsystencję i kolor świeżej krwi. ;) tutaj panuje dowolność. Może to być krew zrobiona z żelatyny i barwnika spożywczego, może być gotowa, kupna. Byleby była podobna. Do krwi... ;)


* Chusteczki, :) A właściwie jednej, cieniutkiej warstwy.

1. Zaczynamy od nanoszenia naszego kleju na miejsca, w których chcemy mieć odłażącą skórę/ranę.
Naszą chusteczkę rozdzielamy na warstwy. Jeden taki płatek rwiemy na małe kawałki. Kawałki muszą być nieregularne- wszystkie równe krawędzie obszarpujemy. Tak porwaną chusteczkę przyklejamy w miejsce nałożonego wcześniej kleju. Na to nakładamy kolejną warstwę kleju. Kolejną chusteczkę. Pamiętajmy, że to, jakiej grubości będzie nasza naklejanka- zadecyduje o tym, jak głęboka będzie rana.
2. Musimy odczekać chwilę, aż nasza masa zastygnie. Po zastygnięciu bierzemy w dłoń pęsetkę i delikatnie wbijamy mniej więcej w środek naszej wyklejanki, wyszarpując po kawałeczku nieregularne dziury. Krawędzie zawijamy na zewnątrz, można jeszcze troszkę przykryć je lateksem, żeby nie zasłaniały naszej świeżopowstałej rany. ;)

3. Po rozcięciu rany, w jakimś pojemniczku rozrabiamy nasz zieloniutki podkład. Ja użyłam Dermacolu- bo bardzo mocno kryje. Wy użyjcie takiego, jaki lubicie. :) Wyciskamy go do pojemniczka i zeskrobujemy do niego nasz brudno-zielony cień. Mieszamy. Dodajemy go tyle, aż podkład z koloru skóry nabierze koloru, jaki nas interesuje.

4. Podkład rozprowadzamy na twarzy, najlepiej gąbeczką, dokładnie skupiając się na pokryciu naszej białej, chusteczkowej rany. Twarz przypudrowujemy pudrem transparentnym- ja standardowo użyłam mąki- a wnętrze ran pokrywamy czarnym cieniem do powiek. 

5. Rozpoczynamy cieniowanie. Szarozielony cień nakładamy na całą powiekę ruchomą, aż po brwi- je też przykrywamy. Narysujemy sobie nowe, fajne brwi. ;) (swoją drogą- cała wyglądam, jakby mnie ktoś wyciągnął z grobu- piękne włosy. ;))




6. Rysujemy brwi. Jako iż panna młoda była postacią rysunkową- te brwi trochę miała takie, no. Powiedzmy. Oddajmy pierwowzór, nawet gdybyśmy miały wyglądać, jak panie w latach 20stych. ;)
Dół oka podkreślamy mocno białą kredką. Ja użyłam tej z My Secret, rozmazując ją delikatnie (baaaardzo delikatnie) od dołu. Do tego czarnym eyelinerem narysowałam "rzęsy". Można oczywiście użyć sztucznych- ja postawiłam na hendmejd i na zminimalizowanie kosztów, tak, żeby każda z Was mogła z braku laku taki makijaż sobie trzepnąć przed imprezą. :)





7. Panna młoda miała przepiękne wrzosowe usta- akurat w moim sssstylu i tak się składało, że znalazłam kilka pomadek w tym przepięknym kolorze. Po zrobieniu ust chwytamy za puchaty pędzelek i wędrujemy do góry czoła, nakładając sporo naszego brudnego cienia- robimy tam zgniły placek. Całość konturowania dla smaku doprawiamy czarnym cieniem. Czarnym eyelinerem rysujemy małe pęknięcia w przypadkowych miejscach.




8. włosy zrobilam w tak zwanym "międzyczasie" ;). Środek naszych ran po wypełnieniu czarnym cieniem- wypełniłam na dokładkę bordowym, wylałam swoją "krew" na dłoń i wpuściłam do środka ran. Gnijąca Panna Młoda nie była w ogóle krwawa, ale ja chciałam choć troszkę... :)))





No i efekt końcowy wygląda tak:




Przepraszam za niedoróbki, w przyszłym roku się poprawię! :)))


Buziaki,
Pat.



czwartek, 15 października 2015

Jesień i kilku ulubieńców.

Cześć kotki! :)


Dziś pogadamy sobie trochę o tym- dlaczego kocham jesień, co jest w niej takiego wyjątkowego, oraz o kilku ulubieńcach ostatnich tygodni/miesięcy. Zacznijmy! :)


Jesień to bardzo specyficzna pora roku. Z zezłoconych liści, pięknego, ciepłego, jesiennego słońca i przyjemnych popołudni- zmienia się w szarą, ponurą, dla niektórych nawet depresyjną porę roku. Dla mnie obie części są tak samo cudne. Dlaczego? Ano dlatego, że wtedy wieczory z kubkiem ciepłej herbaty i książką są czystą i największą przyjemnością w ciągu dnia, dlatego, że czerwone wino na ustach, czy paznokciach nikogo nie mierzi, dlatego, że możemy chodzić w jesiennych botkach, pięknych płaszczykach i kominach. Porozmawiajmy więc o moich jesiennych niezbędnikach. :)




1. Absolutnym ulubieńcem wśród ciepłych, jesiennych zapachów do pomieszczeń jest odświeżacz powietrza z Pachnącej Szafy o zapachu Bergamotki i Jedwabiu. Latem również u mnie stał i pachniał, ale teraz uprzyjemnia czas szczególnie. Nie dość, że wygląda przepięknie- w buteleczce zanurzony mamy ususzony badylek, to na dodatek pachnie cudownie. Polecam Wam udać się do Natury (z tego, co zauważyłam- właśnie tam jest największy wybór zapachów Pachnącej Szafy)- obejrzeć i powąchać cudeńko. Uwielbiam bergamotkę, ale w połączeniu z jedwabiem daje łagodny, kremowy, wręcz perfumeryjny zapach. Przepiękny!



2. Wino, wino, wino wszędzie. Każdej jesieni zarówno na paznokciach, jak i na ustach, czasem ubraniach- króluje u mnie ponadczasowe czerwone wino. Tryliard odcieni- pomieszanie czerwieni i brązu. Pomadki w tym kolorze, lakiery do paznokci, cienie... wszystko wygląda przepięknie, elegancko i tak... jesiennie! Właśnie!






3. Nie od dziś wiadomo, że jestem absolutną tapeciarą. Nieznoszę, kiedy na mojej skórze prześwituje choćby jedna czerwona kropka. Ale przy tym nie lubię też mieć na twarzy efektu kejka, maski, czy jak to tam. Ostatnio więc znalazłam swój ideał, jeżeli chodzi o podkład. Mowa o podkładzie Dermacol. Używam koloru 208, czyli idealnego dla wampirków, najjaśniejszego. Ma fajny, neutralny odcień- ani nie wpada w róż, ani w żółć. Jest nie-sa-mo-wi-cie kryjący! Z pewnością przykryłby nawet tatuaż, przy czym wystarczy naprawdę niewielka ilość, żeby pokryć całą twarz. Dla porównania- żeby przykryć twarz Revlonem Colrstay muszę wylać na rękę porcję 2x plama na około 3-4 cm długości. Dermacolu wystarczy wyciśnięty pasek o długości ok. 1cm. I to czasami za dużo. Przy czym absolutnie nie jest ciężki! Być może dlatego, że wystarczy go odrobina, żeby pokryć całą twarz. Po tym nie potrzebuję już nawet korektora. Dostępny w drogriach internetowych. Koszt- około 15-16 zł.





4. Moim hitem do brwi tej jesieni jest cień w kremie - Maybelline Color Tattoo w odcieniu Permanent Taupe. Jest o nim głośno w internecie. To cień, który solo- położony na powiekę nie wygląda zbyt ciekawie- to jeden z tych "brudnych"  kolorów. Nałożony natomiast jako baza pod jakiekolwiek cienie przedłuża ich trwalość znacznie. Makijaż jest "niezdzieralny" i niezniszczalny. A nałożony na brwi- wytrzymuje całodniowy maraton w pracy (jestem poza domem około 16-18 godzin) i nawet najtrudniejsze warunki. Przy czym ma bardzo chłodny odcień- popiół z brązem, dlatego nie będzie pasował każdemu. Ja- jako posiadaczka chłodnej urody- jestem z niego przezadowolona.



5. Jesienne zapachy... cóż. Każdy, kto mnie zna, to wie, że: Ja- to zapach. Uwielbiam perfumy, uwielbiam pachnieć, rozsiewać wokół siebie chmurkę zapachu, uwielbiam czuć zapach w ciągu dnia. Moje jesienne zapachy są najczęściej waniliowe, kremowe, otulające. I tak- polecam co?
* Calvin Klein- Obsession Night. Absolutnie mój. To, w jaki sposób otula... kurczę. Nie do opisania. Ciepły, przyjemny, bez chamskiej "choinkowej" wanilii, bardzo komplementogenny! I długo utrzymujący się.
* Lanvin- Rumeur. Nie wiem, dlaczego kojarzy mi się z jesienią, ale kojarzy mi się. Ciężki, kwiatowy- wyczuwalna magnolia, bardzo trwały i dający wrażenie... Czystości. Bardzo. :) Nie jest "babciny"!
* Calvin Klein- Euphoria. Ciezki, orientalny, korzenny. Przepiekny,
* Giorgio Armani- Si. Najpiekniejszy zapach, jaki kiedykolwiek znalazl sie na mojej skorze. Kremowy, waniliowy, slodki. Jesienny, bardzo!
* YSL - Cinema. Slabo dostepny, ale rownie otulajacy, klementynkowo-waniliowy.
* Christian Dior - Hypnotic Poison. Wanilia, wanilia, wanilia. Buch.


6. Dobry humor. Jesienny niezbędnik to dobry humor, zdecydowanie. Ja wiem, że pogoda nie nastraja optymistycznie, idzie zima, jest szaro, buro, czasami deszczowo i wietrznie. Ale jeżeli nasz humor będziemy uzależniać od prognozy pogody- to możemy spokojnie udać się do zamkniętej w piwnicy komnaty i przespać kolejne pół roku. Niestety- taki mamy klimat, że częściej jest chłodno, niż gorąco. Jesień jest przepiękna- deszcz jest piękny, kałuże są fajne. Szary to śliczny kolor, powstaje z dwóch bazowych barw- czerni i bieli. Zimą jest fajny śnieg i są przepiękne święta. I tak, jak mówiłam- można bez wyrzutów sumienia spędzać wieczory w ramionach ukochanej osoby, albo pijąc herbatę z cytryną, pod kocem. Z dobrą książką. Nie pozwólmy, żeby zabrakło w nas światełka i cieszmy się pięknem natury. :)



A jakie są Wasze jesienne przetrwalniki? :))


Buziaki, Patrycja.

P.S. Postaram się niedługo skombinować dla Was straszny makijaż. ;)

piątek, 17 lipca 2015

szybciorek! :)

Czesc kotki!


Obiecałam makijaż, więc oto i on.

Buzia, brwi, konturowanie- to wszystko zrobiłam standardowo. 

A co z okiem?

Otóż będzie nam do tego potrzeba wieeeelu produktów. ( och, ironio! ;)

* Żelowy eyeliner lub czarna, miękka i mocno napigmentowana kredka
* Cień w kolorze jasnego/kakaowego brązu
* Biała/cielista kredka na linię wodną.
* Ciemnobrązowy/czarny cień do pogłębienia koloru.

O tuszu do rzęs też powinnam wspomnieć? ;)
Ach, tak...

Zaczynamy! :)


1. Żelowy eyeliner rozprowadź wzdłuż linii rzęs. Nie musisz robić tego dokładnie i równo- za chwilę wszystko będziemy rozcierać. :)
Możesz w tym clu wykorzystać równiez czarną kredkę- pamiętaj jednak, żeby była miękka i mocno napigmentowana.
Kreskę malujemy na wpół-otwartym oczku, patrząc przed siebie. Unosimy i pogrubiamy ją delikatnie w kąciku- to świetny trick, który pozwoli zamaskować nam nasze smutne spojrzenie, czy opadającą powiekę



2. Zwykłą pacynką do cieni, albo płaskim, języczkowym pędzelkiem- rozcieramy naszą kreskę w literkę V. 




3. Na całość nanosimy nasz brązowy cień. Dalej nie musimy być super dokładne. Staramy się delikatnie rozetrzeć cień do góry.



4. Bierzemy się za nasz ciemny cień i dokładamy go w kąciku oka- rozcierając na załamanie, troszkę powyżej niego i dalej trzymamy się kształtu literki V- nie ciągnąc cienia w dół, tylko w górę.



5. Rozcieramy aż do momentu, w którym uznamy, że zrobiło nam się z tego ładne, gradientowe oczko. W wewnętrzny kącik oraz na linię wodną dodałam białej kredki- wybrałam nowość z My Secret- jestem w fazie testów, bo z Natury WYCOFANO MI MOJĄ UKOCHANĄ KREDKĘ Z ESSENCE!!!!!! (musiałam się pożalić) (Naturo- WHY?!)
Ta spisuje się całkiem nieźle.
Rzęsy wytuszowałam, dokleiłam Demi, ogarnęłam brwi (henny już dawno nie robiłam... ;) i voilà!

Dolną powiekę pozostawiłam nieruszoną- całą uwagę ma przyciągać górna. Ma być wyciągnięta do góry i ładnie wymodelowana.

Szczerze powiem, że jest to makijaz dla leniuszków i grzech będzie, jak nie będziecie probowały, bo wygląda uroczo i dodaje spojrzeniu szczyptę magii! :)





Buziaki!

Patrycja.





sobota, 11 lipca 2015

Paznokcie na wysoki połysk!

Cześć koty! :)


Dziś zajmiemy się sprawą pazurków.

O paznokciach pisać nie lubię, gdyż nie jest to mój konik. Średnio idzie mi nadawanie im ładnego kształtu, czy malowanie ( o zgrozo- dobrze, że istnieją patyczki do uszu i zmywacz, co by pozbyć się efektu "rozlanego paznokcia" ;), za to mojej siostrze idzie to rewelacyjnie! (ale ja ładniej maluję... ;)

Tym bardziej zainteresował mnie owiany sławą top coat - tam tara raaaam- główny bohater dzisiejszej opowieści- Seche Vite. :) Ładna nazwa, działanie jeszcze ładniejsze!

Otóż rzeczony top coat według producenta ma przyspieszać wysychanie - nawet najbardziej rebelianckiego - lakieru, nadawać połysk i sprawić, że malowidła utrzymają się nam na paznokciach dłużej, niż bez niego.

Czy producent ściemnia?
Nie!!!


* Po nałożeniu go na mokry lakier- musimy dać mu spokój na jakieś 3-4 minuty.

(Pod tym względem o wiele lepiej spisywał mi się top coat z Golden Rose- było go natomiast dużo mniej w buteleczce, oraz bardzo szybko mi zgęstniał, co praktycznie uniemożliwiło mi korzystanie z niego. Mówimy tu oczywiście o przynajmniej dwóch warstwach lakieru. Wiadomo, że jedna, cienka warstwa świeżo otwartego lakieru- wysycha nam w tym tempie bez żadnych "sterydów". Stan taki trwa jednak zazwyczaj zbyt krótko, żeby można się nim było nacieszyć. ;)

* Po 3-4 minutach Seche Vite zasycha tworząc na paznokciu gładką, lśniącą i jakby żelową warstwę. Paznokcie wyglądają przepięknie, jak co najmniej hybrydki. ;)

* I najlepsze. Po pomalowaniu ich tym top coatem- lakier powinien wytrzymać na paznokciach co najmniej tydzień- bez odprysków.

Nie wiem, jak u Was- u mnie natomiast wyglądało to tak, że po malowaniu bez używania takich magicznych specyfików na wierzch- lakier już na drugi dzień pryskał mi z płytki i wyglądało to okropnie nieestetycznie. A że pracuję czasami dwa dni pod rząd w zmianach 12-sto godzinnych- a co najmniej 17 mam wyłączone wtedy z życiorysu- nie miałam czasu na codzienne ich domalowywanie. Zresztą. Co to za przyjemność- szpachlować paznokcie codziennie, na wariata, martwiąc się o powstanie nieestetycznych odcisków na nich- przecież muszą jeszcze wyschnąć?

Po użyciu Seche- lakier trzyma mi się na paznokciach co najmniej tydzień. Zmywam i maluję tylko dlatego, że jak mam chwilę dla siebie- lubię urządzić sobie mały salon kosmetyczny w domu. Ot taka babska zachcianka. ;)


Cena?
Ostatnio dorwałam w SuperPharmie za 15 zł. :)

Pojemność?
14 ml. Duża butla. ;)

Minusy?
Brak. Noooo, może zaaapach... :) (wiem, że lakierowate nie pachną nigdy fiołkami, ale ten śmierdzi wybitnie- jak stacja benzynowa późną porą. ;)


Miałyście? Macie? Będziecie testować? :)

Czekam na Wasze opinie!

Buziaki!

P.

wtorek, 9 czerwca 2015

Graficzna kreska

Cześć serduszka!


Dziś post makijażowy, w którym zaprezentuję Wam makijaż z graficzną kreską. Dla kogo? Ano dla tych z nas, które mają problem z opadającą powieką, czy tak skonstruowaną, jak moja, że przy zwykłej kresce nie jestem w stanie osiągnąć efektu migdałowego, kociego oczka, no i muszę Troszkę pooszukiwać. :)
Oczywiście będzie to wymagało od nas wprawnej ręki, a jeżeli nie na tyle wyrobionej, to gooodzin ćwiczeń, ale! Ale dla efektu chyba warto. :)

Zaczynamy!

Lista użytych kosmetyków: 

* Podkład: Revlon Colorstay, odcień 150 Buff
* Korektor: Catrice Camouflage Cream Corector- odcień 010
* Puder: Mąka ziemniaczana. ;)
* Bronzer: Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder
* Rozświetlacz: Wibo - Diamond Illuminator
* Cienie: W załamanie puder do konturowania z KOBO, pozostała część powieki- Iconic 3 - MUR
* Brwi: Eyebrow Set Duo + Duraline, żel do brwi z Essence
* Rzęsy: tusz Lovely- Curling Pump Up Mascara, sztuczne paski - Ardell Demi Wispies.
* Linia wodna: Mleczna kredka z Essence.

* Baza - kamuflaż z Catrice.
* Wewnętrzny kącik: Mleczna kredka z essence, rozświetlacz MUR Vivid Highliter





1. Na samym początku zaznaczamy załamanie powieki. Będzie to nasz kolor transferowy, dzięki któremu łatwiej będzie nam blendować ciemny brąz, który będzie naszym następnym krokiem.



2. W dalszym ciągu zajmując się załamaniem- mniejszym i bardziej precyzyjnym pędzelkiem typu kulka nanosimy już ostrożniej ciemny brąz. Ja wybrałam ten z paletki Iconic 3. Całość blendujemy pędzelkiem z resztką produktu ( nie dokładając go), którego używałyśmy do roztarcia naszego jasnego brązu. Jeżeli ciemny brąz nie wyszedł dostatecznie mocno- stopniowo go dokładajmy. Zawsze lepiej dołożyć, niż później męczyć się z ciemną, brzydką plamą. :)




3. Na resztę powieki nanosimy cień w kolorze skóry. Może to być też puder- ważne, żeby zbytnio się nie odznaczało- nie ma być tandetnie, a delikatnie i z klasą! ;)
W dalszej części chwytamy za eyeliner. No i właśnie. Żeby było nam łatwiej- najpierw chwyćmy za eyeliner w pisaku. Nie da nam efektu gładkiej, super czarnej kreski, ale za to pozwoli nam bardziej skontrolować to, w jaki sposób ją prowadzimy.


4. Niedawno pokazywałam, jak namalować kreseczkę, więc pominę ten etap. Rysujemy zwykłą, czarną kreskę wyciągniętą w kąciku.


5. Krok najtrudniejszy. Na otwartej powiece zaznaczamy miejsce, gdzie pojawi się nasza druga kreseczka. Znajdować ma się ona mniej więcej tam, gdzie zaczyna się nasze załamanie. Następnie- już na oku zamkniętym dopracowujemy nasze maziajki. Kreskę zwężamy na koniuszku, miejsce pod kreską ładnie zaokrąglamy. Całość poprawiamy eyelinerem w płynie, żeby wyrównać poszarpane krawędzie i sprawić, żeby nasza kreseczka była jeszcze bardziej czarna i prezycyjna. :)



6. Naszą kreskę podkreślamy tylko od dołu mleczną kredką, albo korektorem, żeby jeszcze bardziej ją wyostrzyć. 


7. Tuszujemy rzęsy i opcjonalnie dodajemy sztuczne. Ja już od miesięcy zakochana jestem w Demi Wispies i dodaję je do każdego makijażu. W wewnętrznym kąciku nanosimy mleczną kredkę wyciągajac ją ku noskowi- całość gruntujemy rozświetlaczem. Ja użyłam tu mojego nieudanego zakupu z MUR. ;) (nieudanego, bo na całość twarzy jest dla mnie- posiadaczki cery z różowymi tonami- za żółty :)



8. Delikatnie tuszujemy dolne rzęsy (o ile przy poprzednim makijażu to dolna powieka grała pierwsze skrzypce, tak przy tym chcemy zwrócić uwagę wyłącznie na górną :), a na linię wodną nanosimy jasną kredkę, która ładnie otworzy nam oczko. :)

Tak prezentuje się skończony makijaż. Będziecie próbowały odtwarzać? ;) Jak Wam się podoba?







Buziaki! :)


Patrycja




niedziela, 22 marca 2015

elegance.

Hej ślicznotki! :)

Dziś zrobiłam dla Was elegancki i seksowny makijaż z akcentem na mocno rozdymioną powiekę dolną. Nada się zarówno do stylizacji w rozwichrzonych i romantycznych włosach, jak i do eleganckiego koka i garsonki. Tu panuje dowolność! :) Taki makijaż na pewno odciągnie uwagę od mankamentów Waszej urody i przyciągnie wzrok na oczy! To one grają tu pierwsze skrzypce. :) Makijaż jest łatwy w wykonaniu, nie potrzebujecie wielu produktów, baja!


No to zaczynamy!



Lista użytych kosmetyków: 

* Podkład: L'Oreal True Match Super Blendable- odcień N1
* Korektor: Catrice Camouflage Cream Corector- odcień 010
* Puder: Mąka ziemniaczana. ;)
* Bronzer: Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder
* Rozświetlacz: Wibo - Diamond Illuminator
* Cienie: W załamanie puder do konturowania z KOBO, pozostała część powieki- rozświetlacz z Wibo, Iconic 3 - MUR
* Brwi: Eyebrow Set Duo + Duraline, żel do brwi z Essence
* Rzęsy: tusz Lovely- Curling Pump Up Mascara, sztuczne paski - Ardell Demi Wispies.
* Linia wodna: eyeliner żelowy z Maybelline

* Baza - kamuflaż z Catrice.



1. Brew przygotowałam jak zwykle, tak więc zabrałam sie za oko. W załamanie powieki naniosłam puder do konturowania z KOBO. Pokochałam i jaśniejszy i ciemniejszy odcień, mają wiele zastosowań. Nie nakładamy go dużo- chcemy tylko, aby załamanie naszej powieki było delikatnie wykonturowane. Blendujemy cień do górę i lekko w stronę kącika oka.




2. Na pozostałą część górnej powieki nanosimy ten sam rozświetlacz, który kładziemy na policzki. Ja użyłam swojego nowego must have- rozświetlacza z Wibo. Jeżeli chcecie o nim więcej- dajcie znać. :)



3. Na linię wodną nanosimy żelowy, czarny eyeliner. Nie nakładamy go specjalnie dokładnie, ponieważ za chwileczkę będziemy go rozcierać ciemnym cieniem. Zwykła kredka nie zda tu egzaminu, kredka miękka i bardzo napigmentowana- ok, ale dużo więcej trzeba będzie się namachać.



4. Na zwykłą pacynkę- taką, jaką znajdziecie w większości cieni drogeryjnych- nakładamy cień w kolorze ciemnego brązu. Ja użyłam tego z palety Iconic 3, ponieważ jak już wspominałam w ulubieńcach- kocham ich konsystencję i napigmentowanie, ale nie stanie się tragedia, jeżeli użyjecie takiego, jaki macie, po prostu. Następnie lekko napinamy powiekę dolną i rozciramy granicę między rzesami, a naszym eyelinerem. Robimy to dokładnie i tak długo, aż wyjdzie nam fajna, gradientowa chmurka koloru. Cień wyciągamy lekko w zewnętrznym kąciku, wychodząc na spotkanie cieniowaniu na górze.



5. Powiekę również blendujemy od spodu tak, żeby pomimo ciemnego koloru na linii wodnej- nie pomniejszać sobie oczka, a wręcz przeciwnie, powiększyć. Im bardziej miękka granica, tym oko będzie wyglądało na większe.
Rzęsy tuszujemy:
Jedną cienką warstwą, jeżeli nie decydujecie się na sztuczne
lub mocno, aż do uzyskania długich, grubych rzęs. Opcjonalnie można użyć tylko połówek sztucznych, lub kępek.




6. Ja, jak zwykle zdecydowałam się na doklejenie pasków sztucznych rzęs. Ostatnio moimi ukochanymi są Demi Wispies z Ardell, są śliczne i wyglądają dość naturalnie w porównaniu do tych, z którymi wcześniej miałam do czynienia. Koszt? Jakieś 10 zł za opakowanie, na allegro.






Oto efekt końcowy. 










I jak? Podoba się? Dajcie znać w komentarzach. :)

Buziaki, do następnego!

Patrycja

niedziela, 22 lutego 2015

kropki, kreski i oseski

Cześć, cześć! :)


Słyszałam, że ktoś, coś, dziś chciał zobaczyć posta o ajlajnerowej kresce? :)

Tak, Wy! <3

Napisałam z tej okazji dla Was krótki wiersz.

"Każda z princesek chciała dziś kresek"

:D

Zawzięłam się i choć zajęło mi to trochę czasu (w międzyczasie odebrałam niespodziewany, trzygodzinny telefon), to w końcu ukończyłam swe dzieło! :)

Wiem, że wiele z Was do eyelinera podchodzi sceptycznie, wiele z Was wmawia sobie i innym, że po prostu go nie lubi, albo nie umie z nim pracować. A nie ma się co czarować- dobrze zrobiona kreska zdobi nasze oko najbardziej na świecie! Jest elegancka, dodaje nam szyku, zagęszcza linię rzęs, albo sprawia, że oko wreszcie staje się widoczne. (zależy to oczywiście od naszej budowy oka i grubości kreseczki :)

I są dwie sprawy od których wszystko zależy.

Pierwsza to odpowiedni eyeliner.

Ja preferuję żelowy, kreseczki maluję skośnym pędzelkiem, ale specjalnie dla Was dziś zrobiłam kreskę takim płynnym. :)
Mój jest stary i słabowity (w sensie, że ma tępo zakończony pędzelek i nie jest to dobra rzecz, jeżeli chcemy swoją kreskę wywinąć w jaskółkę), ale z mojego prywatnego riserczu wynika, iż idealny do nauki i do późniejszego czarowania na oku jest eyeliner z Wibo. Nie jest ani zbyt sztywny, ani zbyt giętki, ani zbyt gruby, ani zbyt cienki, nie kruszy się, ma przyjemnie i ostro zakończoną końcówkę, no i kosztuje zaledwie kilka złotych. Także można brać w ciemno.

Najgorzej radzą sobie pisaki i te na początek radzę sobie odpuścić.


Druga sprawa, kluczowa wręcz, to... Ćwiczenia, praktyka!

Dziewczyny... To nie jest tak, że Muhammad Ali urodził się wychodząc z maminego brzucha idealnym prawym sierpowym, Jobs po prostu pewnego dnia wstał i zrobił Iphone'a 6 (już go nawet wtedy nie było, nie jestem ignorantką, chcę podkreślić dramaturgię i powagę sytuacji), a Maxineczka wychodzi spod prysznica z idealnym makijażem.

Wszyscy potrzebują praktyki!
Im więcej tych kreseczek zrobimy, tym lepiej i płynniej będzie nam to wychodzić. Nie można się zrażać po pierwszych dziesięciu i twierdzić, że już nigdy więcej się tego nie zrobi, bo ta umiejętność sama nie przyjdzie. I choć są wyjątki- uzdolnione plastycznie- które juz za drugim razem zrobią zawijasa, jak wąsy Salvadora Daliego, ale większość z nas potrzebuje po prostu gibać rękę i tego nie pominiemy.


Skończmy więc biadolenie i weźmy się do roboty.

1. Etap pierwszy pominęłam, bo zrobiłam niewyraźne zdjęcie i dopiero później przeglądając je- zauważyłam to. W pierwszym etapie jednak rysujemy prostą linię od kącika oka w kierunku koniuszka brwi. Linia ma iśc naturalnie, jakby była przedłużeniem naszej dolnej powieki. Klir, madam? :)

2. Od koniuszka tej linii rysujemy drugą prostą, którą kierujemy do linii rzęs. Na tym etapie nie musimy przejmować się tym, że coś niw jest równe, albo kreski nie przypomina.



3. Wypełniamy naszą lukę w trójkąciku. :) Starajmy się to zrobić dokładnie, jednak nie przejmujmy się, jeżeli pozostanie nam jakiś prześwit. TO SIĘ NAPRAWI, NIE PANIKUJ!



4. Od końca naszego trójkącika ciągniemy linię wzdłuż linii naszych rzęs, Tu już możemy zadecydować o grubości naszej kreski. Ja wolę grubsze- może ktoś lubi cieńsze? ;)



5. Wszystko zamalowujemy, doprawiamy jak tam to sobie widzimy. 




6. I teraz uwaga. Jeżeli nasza kreska nadal nie jest ostra jak brzytwa Nergala w jego barberszopie- wciąż możemy to naprawić!
Otóż jeżeli kreska strzępi nam się od dołu- bierzemy skośny pędzelek, nabieramy na niego trochę korektora i czyścimy od dołu. 
Jeżeli strzępi się od góry- bierzemy mały, cienki i precyzyjny pędzelek i poprawiamy kreskę czarnym cieniem. To dodatkowo mocno ją utrwali i wyrówna nam ją na tyle, iż będzie można z nią wyjść do ludzi. :)
Pamiętajmy, żeby później mocno przypudrować pozostałą część powieki odchylając głowę w tę stronę, po której mamy oczko (żeby uniknąć osypywania się na naszą kreseczkę pudru. Z kolei nieprzypudrowana może odbijać się nam na powiece :)



Finisz zawsze wygląda tak:
(no, nie zawsze, każda z nas miewa "TE" dni, kiedy nic się człowiekowi nie udaje...)









No to? Redi, stedi, goł!
Bierzcie lajnery w łapki i kreskujcie! :)


Patka