czwartek, 8 stycznia 2015

nauka...

Hej Beauties. :)


     Dzisiejszego, listopado... eeee styczniowego! Styczniowego dzisiejszego wieczoru nie przychodzę z makijażem (budzą jakoś mało entuzjazmu... ;), a z recenzją czegoś z kolorówko/pielęgnacji.
Co prawda powinnam uczyć się do egzaminu z Kosmetyki pielęgnacyjnej Twarzy Szyi i Dekoltu, ale oczywiście wszystko ważniejsze jest, niż nauka...

Mowa o moim małym bohaterze- balsamie do ust z Catrice- Beautifying Lip Smoother





     Usłyszałam o nim niedawno, w którymś z rzędu filmiku mojej makijażowej guru- Maxineczki. Jest ona bowiem wielbicielką balsamu do ust z Clarinsa, który kosztuje niebagatelną sumę- bo około 80 zł. Nie wątpię, że jest tej ceny wart, natomiast, żeby wydawać takie pieniądze na balsam do ust- musiałabym zacząć normalnie zarabiać. ;)

     W owym filmie prześliczna panienka wspomniała, że balsam jest fajny, skonstruowany nawet bliźniaczo do jej ukochanego balsamu. Śliczna metalowa zakrętka, na aplikatorze ultra przyjemna gąbeczka, zapach fajny, smak- słodki (mniam mniam! :) i w zależności od wybranej wersji kolorystycznej- coś tam barwi. Ja skusiłam się na brzoskwiniowy wariant (kolor, nie smak ;), ponieważ lubię takie lekkie, odświeżające kolory na ustach. Tym bardziej, że nie jest to kolor transparentny, a jedynie mgiełka koloru. No i ma wygładzać. 
     
     Nie wiem, jak Wy- ale ja zimą i upalnym latem mam nie lada problem z wysuszeniem i pękaniem ust. Ciężko jest mi je czymkolwiek ratować, bo uodporniły się już nawet na Tisane- teraz tylko je drażni. (albo coś mącili w składzie- jeżeli ktoś jest bardziej obeznany, niż ja, to może się wypowiedzieć) 

     Na noc zawsze nakładam grubą warstwę masełka Nivea (malinowe, kocham!), ale za dnia jest to diablo uciążliwe. A no bo... a no bo raz, że wyjmujemy paluchem, a dwa, że jeżeli chcemy jakiegoś tam względnego nawilżenia, a nie natłuszczenia, to nie ma szans na to, żeby nie zostawały nam białe smugi na ustach.

 A damom to nie wypada. 


Zabrałam się więc za testowanie mojego (jak się później okazało...) ulubieńca.
Co robi? Ano przede wszystkim nie jest mocno klejący. Jego formuła nie jest też do przesady lekka, czego nienawidzę, szczerze. Balsam musi trochę te usta dociążyć, żeby je dobrze przed zimnem ochronić.
Ma fajny, słodki zapach (tak, zapach) i pyszny, słodki smak.
No i cudnie mi te usta wygładza. Nie przesusza w ciągu dnia, mogę go dosmarowywać bez obawy, że za chwilę na moich ustach pojawią się suche skórki.

Trwałość- jak to przeciętny balsam do ust. W pracy ciągle gadam z klientami, więc zjada się dość szybko, ale ważne dla mnie jest, że nawet wtedy, jak go zjem, to usta pozostają przyjemnie miękkie.

Cena? Też standardowa. Choć powiedziałabym, że jak za same plusy no i tak ładne, estetyczne opakowanie- to niska. Około 11-12 zł.

Dostępne są trzy wersje kolorystyczne. Karmelowa, brzoskwiniowa i różowa.

Dostępność? 
Drogerie Natura i Hebe. No i wszędzie tam, gdzie istnieją szafy Catrice. :)

Któraś z Was miała? Któraś testowała? Jak wrażenia?
Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach. :))



Buziaki,
Patrycja.

Zapraszam też na mojego fanpage'a :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz