środa, 21 października 2015

Gnijąca Panna Młoda.

Cześć kochane! :)

Dziś dla Was post z obrzydliwym makijażem na zbliżające się Halloween. :)
Jest to mój pierwszy makijaż tego typu- i chociaż miałam sporo funu bawiąc się w ten sposób- widać, że nie jest to jeszcze sprawa dobrze przeze mnie opanowana. ;) Ale wizażystką też nie jestem, a maluję, więc- czemu nie? :)
Parę ważnych kroków zapomniałam udokumentować w postaci zdjęć, więc wybaczcie, Ale wszystko dokładnie opiszę.


Czego potrzebujemy?
* Płynny lateks, albo klej do rzęs. Ja akurat mam moje DUO, więc posłużyłam się nim. Ale widziałam, że nawet w Piotrze i Pawle dostaniemy płynny lateks do charakteryzacji. ;)
* Cienie. No właśnie Bo i cieniujemy cieniem, i cień jest naszym brązerem przy takiej- zdrowiutkiej, zieloniutkiej skórce, i cień wkruszamy do podkładu, żeby taki kolor otrzymać. Cienie. W naszym strasznym looku przyda się bordo, brudna zieleń/szara zieleń, szarości, czernie, kapka fioletu.
* Krew. Krrrrrrrreee-e-e-e-e-e-eeeew. No oczywiście taka sztuczna. :) ja użyłam tintu z Bell, którego nieznoszę, a ma fajną płynną konsystencję i kolor świeżej krwi. ;) tutaj panuje dowolność. Może to być krew zrobiona z żelatyny i barwnika spożywczego, może być gotowa, kupna. Byleby była podobna. Do krwi... ;)


* Chusteczki, :) A właściwie jednej, cieniutkiej warstwy.

1. Zaczynamy od nanoszenia naszego kleju na miejsca, w których chcemy mieć odłażącą skórę/ranę.
Naszą chusteczkę rozdzielamy na warstwy. Jeden taki płatek rwiemy na małe kawałki. Kawałki muszą być nieregularne- wszystkie równe krawędzie obszarpujemy. Tak porwaną chusteczkę przyklejamy w miejsce nałożonego wcześniej kleju. Na to nakładamy kolejną warstwę kleju. Kolejną chusteczkę. Pamiętajmy, że to, jakiej grubości będzie nasza naklejanka- zadecyduje o tym, jak głęboka będzie rana.
2. Musimy odczekać chwilę, aż nasza masa zastygnie. Po zastygnięciu bierzemy w dłoń pęsetkę i delikatnie wbijamy mniej więcej w środek naszej wyklejanki, wyszarpując po kawałeczku nieregularne dziury. Krawędzie zawijamy na zewnątrz, można jeszcze troszkę przykryć je lateksem, żeby nie zasłaniały naszej świeżopowstałej rany. ;)

3. Po rozcięciu rany, w jakimś pojemniczku rozrabiamy nasz zieloniutki podkład. Ja użyłam Dermacolu- bo bardzo mocno kryje. Wy użyjcie takiego, jaki lubicie. :) Wyciskamy go do pojemniczka i zeskrobujemy do niego nasz brudno-zielony cień. Mieszamy. Dodajemy go tyle, aż podkład z koloru skóry nabierze koloru, jaki nas interesuje.

4. Podkład rozprowadzamy na twarzy, najlepiej gąbeczką, dokładnie skupiając się na pokryciu naszej białej, chusteczkowej rany. Twarz przypudrowujemy pudrem transparentnym- ja standardowo użyłam mąki- a wnętrze ran pokrywamy czarnym cieniem do powiek. 

5. Rozpoczynamy cieniowanie. Szarozielony cień nakładamy na całą powiekę ruchomą, aż po brwi- je też przykrywamy. Narysujemy sobie nowe, fajne brwi. ;) (swoją drogą- cała wyglądam, jakby mnie ktoś wyciągnął z grobu- piękne włosy. ;))




6. Rysujemy brwi. Jako iż panna młoda była postacią rysunkową- te brwi trochę miała takie, no. Powiedzmy. Oddajmy pierwowzór, nawet gdybyśmy miały wyglądać, jak panie w latach 20stych. ;)
Dół oka podkreślamy mocno białą kredką. Ja użyłam tej z My Secret, rozmazując ją delikatnie (baaaardzo delikatnie) od dołu. Do tego czarnym eyelinerem narysowałam "rzęsy". Można oczywiście użyć sztucznych- ja postawiłam na hendmejd i na zminimalizowanie kosztów, tak, żeby każda z Was mogła z braku laku taki makijaż sobie trzepnąć przed imprezą. :)





7. Panna młoda miała przepiękne wrzosowe usta- akurat w moim sssstylu i tak się składało, że znalazłam kilka pomadek w tym przepięknym kolorze. Po zrobieniu ust chwytamy za puchaty pędzelek i wędrujemy do góry czoła, nakładając sporo naszego brudnego cienia- robimy tam zgniły placek. Całość konturowania dla smaku doprawiamy czarnym cieniem. Czarnym eyelinerem rysujemy małe pęknięcia w przypadkowych miejscach.




8. włosy zrobilam w tak zwanym "międzyczasie" ;). Środek naszych ran po wypełnieniu czarnym cieniem- wypełniłam na dokładkę bordowym, wylałam swoją "krew" na dłoń i wpuściłam do środka ran. Gnijąca Panna Młoda nie była w ogóle krwawa, ale ja chciałam choć troszkę... :)))





No i efekt końcowy wygląda tak:




Przepraszam za niedoróbki, w przyszłym roku się poprawię! :)))


Buziaki,
Pat.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz