czwartek, 15 października 2015

Jesień i kilku ulubieńców.

Cześć kotki! :)


Dziś pogadamy sobie trochę o tym- dlaczego kocham jesień, co jest w niej takiego wyjątkowego, oraz o kilku ulubieńcach ostatnich tygodni/miesięcy. Zacznijmy! :)


Jesień to bardzo specyficzna pora roku. Z zezłoconych liści, pięknego, ciepłego, jesiennego słońca i przyjemnych popołudni- zmienia się w szarą, ponurą, dla niektórych nawet depresyjną porę roku. Dla mnie obie części są tak samo cudne. Dlaczego? Ano dlatego, że wtedy wieczory z kubkiem ciepłej herbaty i książką są czystą i największą przyjemnością w ciągu dnia, dlatego, że czerwone wino na ustach, czy paznokciach nikogo nie mierzi, dlatego, że możemy chodzić w jesiennych botkach, pięknych płaszczykach i kominach. Porozmawiajmy więc o moich jesiennych niezbędnikach. :)




1. Absolutnym ulubieńcem wśród ciepłych, jesiennych zapachów do pomieszczeń jest odświeżacz powietrza z Pachnącej Szafy o zapachu Bergamotki i Jedwabiu. Latem również u mnie stał i pachniał, ale teraz uprzyjemnia czas szczególnie. Nie dość, że wygląda przepięknie- w buteleczce zanurzony mamy ususzony badylek, to na dodatek pachnie cudownie. Polecam Wam udać się do Natury (z tego, co zauważyłam- właśnie tam jest największy wybór zapachów Pachnącej Szafy)- obejrzeć i powąchać cudeńko. Uwielbiam bergamotkę, ale w połączeniu z jedwabiem daje łagodny, kremowy, wręcz perfumeryjny zapach. Przepiękny!



2. Wino, wino, wino wszędzie. Każdej jesieni zarówno na paznokciach, jak i na ustach, czasem ubraniach- króluje u mnie ponadczasowe czerwone wino. Tryliard odcieni- pomieszanie czerwieni i brązu. Pomadki w tym kolorze, lakiery do paznokci, cienie... wszystko wygląda przepięknie, elegancko i tak... jesiennie! Właśnie!






3. Nie od dziś wiadomo, że jestem absolutną tapeciarą. Nieznoszę, kiedy na mojej skórze prześwituje choćby jedna czerwona kropka. Ale przy tym nie lubię też mieć na twarzy efektu kejka, maski, czy jak to tam. Ostatnio więc znalazłam swój ideał, jeżeli chodzi o podkład. Mowa o podkładzie Dermacol. Używam koloru 208, czyli idealnego dla wampirków, najjaśniejszego. Ma fajny, neutralny odcień- ani nie wpada w róż, ani w żółć. Jest nie-sa-mo-wi-cie kryjący! Z pewnością przykryłby nawet tatuaż, przy czym wystarczy naprawdę niewielka ilość, żeby pokryć całą twarz. Dla porównania- żeby przykryć twarz Revlonem Colrstay muszę wylać na rękę porcję 2x plama na około 3-4 cm długości. Dermacolu wystarczy wyciśnięty pasek o długości ok. 1cm. I to czasami za dużo. Przy czym absolutnie nie jest ciężki! Być może dlatego, że wystarczy go odrobina, żeby pokryć całą twarz. Po tym nie potrzebuję już nawet korektora. Dostępny w drogriach internetowych. Koszt- około 15-16 zł.





4. Moim hitem do brwi tej jesieni jest cień w kremie - Maybelline Color Tattoo w odcieniu Permanent Taupe. Jest o nim głośno w internecie. To cień, który solo- położony na powiekę nie wygląda zbyt ciekawie- to jeden z tych "brudnych"  kolorów. Nałożony natomiast jako baza pod jakiekolwiek cienie przedłuża ich trwalość znacznie. Makijaż jest "niezdzieralny" i niezniszczalny. A nałożony na brwi- wytrzymuje całodniowy maraton w pracy (jestem poza domem około 16-18 godzin) i nawet najtrudniejsze warunki. Przy czym ma bardzo chłodny odcień- popiół z brązem, dlatego nie będzie pasował każdemu. Ja- jako posiadaczka chłodnej urody- jestem z niego przezadowolona.



5. Jesienne zapachy... cóż. Każdy, kto mnie zna, to wie, że: Ja- to zapach. Uwielbiam perfumy, uwielbiam pachnieć, rozsiewać wokół siebie chmurkę zapachu, uwielbiam czuć zapach w ciągu dnia. Moje jesienne zapachy są najczęściej waniliowe, kremowe, otulające. I tak- polecam co?
* Calvin Klein- Obsession Night. Absolutnie mój. To, w jaki sposób otula... kurczę. Nie do opisania. Ciepły, przyjemny, bez chamskiej "choinkowej" wanilii, bardzo komplementogenny! I długo utrzymujący się.
* Lanvin- Rumeur. Nie wiem, dlaczego kojarzy mi się z jesienią, ale kojarzy mi się. Ciężki, kwiatowy- wyczuwalna magnolia, bardzo trwały i dający wrażenie... Czystości. Bardzo. :) Nie jest "babciny"!
* Calvin Klein- Euphoria. Ciezki, orientalny, korzenny. Przepiekny,
* Giorgio Armani- Si. Najpiekniejszy zapach, jaki kiedykolwiek znalazl sie na mojej skorze. Kremowy, waniliowy, slodki. Jesienny, bardzo!
* YSL - Cinema. Slabo dostepny, ale rownie otulajacy, klementynkowo-waniliowy.
* Christian Dior - Hypnotic Poison. Wanilia, wanilia, wanilia. Buch.


6. Dobry humor. Jesienny niezbędnik to dobry humor, zdecydowanie. Ja wiem, że pogoda nie nastraja optymistycznie, idzie zima, jest szaro, buro, czasami deszczowo i wietrznie. Ale jeżeli nasz humor będziemy uzależniać od prognozy pogody- to możemy spokojnie udać się do zamkniętej w piwnicy komnaty i przespać kolejne pół roku. Niestety- taki mamy klimat, że częściej jest chłodno, niż gorąco. Jesień jest przepiękna- deszcz jest piękny, kałuże są fajne. Szary to śliczny kolor, powstaje z dwóch bazowych barw- czerni i bieli. Zimą jest fajny śnieg i są przepiękne święta. I tak, jak mówiłam- można bez wyrzutów sumienia spędzać wieczory w ramionach ukochanej osoby, albo pijąc herbatę z cytryną, pod kocem. Z dobrą książką. Nie pozwólmy, żeby zabrakło w nas światełka i cieszmy się pięknem natury. :)



A jakie są Wasze jesienne przetrwalniki? :))


Buziaki, Patrycja.

P.S. Postaram się niedługo skombinować dla Was straszny makijaż. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz